platforma blogowa portalu echo dnia

Qhapaj Raymi- Krwawy rytuał Inków, Boliwijczycy i my dwoje w Andach.

Niepozorny plakat na uniwersytecie przyczynił się do tego, że przeżyliśmy jedną z najciekawszych przygód we wszystkich naszych podróżach. Plakat zapowiadał dwudniowe uroczystości przywitania lata w Incallacie, ruinach inkaskich oddalonych 130km od Cochabamby.

Nie zastanawiając się długo postanowiliśmy jechać. I od początku było ciekawie. Najpierw czekaliśmy godzinę, aż zbierze się 6 osób, czyli komplet na taksówkę. Był tonormalny samochód- dwie osoby siedziały na siedzeniu z przodu i cztery z tyłu. Tak się złożyło, że ogromna cholita siędząca na tylnym siedzieniu miała ze sobą dwójkę dzieci, więc razem było nas 9 osób w starej Toyocie Corolli. Pp przejechaniu w ten sposób prawie 3 godzin, zostaliśmy wyrzuceni z samochodu, na środku górskiej drogi, obok innej taksówki, która miała nas dowieźć do ruin.

img_7069.jpgSiedliśmy i ponownie musieliśmy czekać, aż zbierze się cały skład. W międzyczasie miejscowi, którzy nie mówili ani słowa po hiszpańsku (tylko w keczua) częstowali nad trzciną cukrową.

Po pół godzinie czekania przyszedł taksówkach i oświadczył, że „jest pełny” i nie ma dla nas miejsca w samochodzie (mimo, że byliśmy pierwszymi ludźmi, którzy na taksówkę czekali). Umówiliśmy się, że za dodatkowa opłata wróci po nas. Wrócił jednak po 10 minutach, samochód został przepakowany, bagaże oraz jeden z pasażerów(!!!) przerzuceni na dach, i tym sposobem mogliśmy jechać do Incallajty.

Jakież było nasze zdziwienie, kiedy dotarliśmy na miejsce! Wyobraźcie sobie NIC. Góry, góry, ruiny, mała chatka podobno z „informacja turystyczną” i nic poza tym. Dla Michała najważniejszy było NIC do jedzenia, a dla mnie NIC do spania.

nr2.JPGRozejrzeliśmy się po okolicy i odkryliśmy, że „coś się dzieje”, co jednak niczym nie przypominało przygotowań do imprezy z plakatów. Wokół dwóch namiotów kręciło się w sumie może 10 osób, kilku mężczyzn leniwie żuło liście koki. Nie wydawało się, że ktokolwiek spodziewa się tu jakiś gości, czuliśmy się więc trochę dziwnie.

nr3a.JPG

nr3b.JPG
Najlepszym wyjściem był spacer do ruin, nazywanych, chyba na wyrost, boliwijskim Machu Picchu. Ruiny w Incallacie (quechua: Inka llaqta Miasto Inków) zostały odkryte w 2001 roku przez amerykańskiego archeologa Lawrenca Cobena w łączonym projekcie Uniwersytetu w Pensylwanii i San Simon w Cochabambie.

14.JPGWidoczne w tle mur to ściana budynku zbudowanego w 1500 roku, największej konstrukcji z jednolitym dachem w Zachodniej Hemisferze. (Źródło http://www.larrycoben.net/)

Długo czekaliśmy aż zacznie się cokolwiek dziać. W międzyczasie poznaliśmy przewodnika z Cochabamby, u którego w samochodzie zostawiliśmy plecaki. Chcieliśmy się także „podczepić” pod ich obozowisko, aby bezpieczniej spędzić noc (sami nie mieliśmy namiotu).

nr-4.JPGJuż po zmroku na miejscu było dużo więcej ludzi. Przyjechały kucharki i sprzedawcy, a także ci, którzy po prostu chcieli uczestniczyć w uroczystości. Siedzieliśmy, więc przy ognisku wsłuchując się w zupełnie dla nas niezrozumiały język keczua- quechua.

5.JPGZajadaliśmy się tradycyjnymi przysmakami, czyli antiquchos (krowie serca) oraz chichą. Na zdjęciu: jedna z kucharek robi na kamieniu picante, czyli pikantny sos z pomidorów i papryki podawany do większości dań.

nr-6.JPG Położyliśmy się spać na kilka godzin (leżąc pod najbardziej rozgwieżdżonym niebem jakie widzieliśmy). Musieliśmy wstać o 4 rano, by obserwować pierwsze rytuał ch’alla, czyli spalenia płodu lamy razem z liśćmi koki dla bogini Ziemi, Pachamamy.

nr7.JPG Wszystkiemu towarzyszyły śpiewy i muzyka charango.

nr8.JPG Byliśmy jedynymi „białymi głowami” obecnymi na uroczystości i zgromadzeni Boliwijczycy byli nas ciekawi. Na zdjęciu (od lewej): szef biura turystycznego z Cochabamba, ja, przedstawiciel władz z Pocony (najbliższe miasteczko), Michał. Wielu ludzi witało nas słowami: Witajcie w Incallajcie, witajcie na naszej ziemi.

img_7166.JPGZaproszono nas do wzięcia udziału w ch’alla. Na zdjęciu rozlewam chichę w cztery strony świata na palący się zarodek lamy.

nr-10.JPGDostaliśmy także baaardzo dużo listków koki, które przyjmuje się zawsze w dwie otwarte dłonie.

nr-11.JPGMichał w tradycyjnym chullo

12.JPGO poranku także nie brakowało chichy.

13.JPGKucharki pracowały cała noc.

15.JPGKiedy słońce było już na horyzoncie, wszyscy wspieli się na wzgórze z ruinami, by powitać je, kiedy wyłaniało się zza góry.

16.JPGPowitaniu słońca i lata, towarzyszyła kolejna ch’alla z zarodka lamy.

17.JPGoraz uściski i pocałunki. Ludzie życzyli sobie wszystkiego najlepszego i dużo energii. Wymieniali się słowami: “De ella vivimos, de ella comemos, esta es nuestra madre tierra” (z niej żyjemy, z niej jemy, to jest nasza matka ziemia.)

18.JPGKulminacją uroczystości miało być złożenie w ofierze Pachamamie lamy. Jej przybycie wywołało więc spore zamieszanie.

19.JPGOkoło godziny 11 wszyscy wraz z lamą wspięliśmy się po raz kolejny na wzgórze z ruinami.

20.JPGCałej grupie powiewała kolorowa flaga, która jest symbolem różnorodności Boliwii. Obecnie używa jej, jako swojego znaku, także Evo Morales.

21.JPGSiedząc tak sobie beztrosko i czekając aż potomkowie Inków dokonają obchodzonego od stuleci rytuału, poczułam delikatne łaskotanie w nogawce spodni. Podwinęłam nogawkę i zobaczyłam wielką czarną wdowę na swojej łydce. Dzięki szybkiej interwencji Michała, pająk zakończył swój żywot szybciej niż lama, a mi nic się nie stało. Resztę uroczystości spędziliśmy na stojąco. Z późniejszej internetowej lektury: czarna wdowa występuje najliczniej w obu Amerykach. Niebezpieczny jest tylko jad samicy. Śmiertelność wynosi 5%. Dorosłemu człowiekowi po ugryzieniu nie grozi śmierć, kończy się to zwykle kilkoma dniami silnego bólu, z powodu którego, pacjenta w szpitalu wprowadza się w śpiączkę. Jeśli ma szczęście zostać ugryzionym w pobliżu szpitala.

nr-22.JPGW południe przyszedł czas na związanie lamy, umieszczenie jej na ołtarzu i wybranie śmiałka, który ją zabije.

23.JPGŚmiałek polał głowę lamy chichą, posypał ją listkami koki, pocałował w czoło i poderżnął jej krtań.

24.JPGDługo słychać było głośne oddychanie zwierzęcia. Kiedy przestała się ruszać, rozcięli jej brzuch, wyjęli jeszcze bijące serce i złożyli w ofierze, wykrzykując imię Pachamamy oraz władców inkaskich Pachacuti i Huayna Capac.

24-b.JPG

Wrażenie było piorunujące. Zmęczenie, spaleniu słońcem, udaliśmy się w drogę powrotną. Cała czas myśląc o tym co widzieliśmy.

Gringita

Komentarze (3) do “Qhapaj Raymi- Krwawy rytuał Inków, Boliwijczycy i my dwoje w Andach.”

  1. adas napisał(a):

    NAJLEPSZEGO Z OKAZJI ŚWIĄT I NOWEGO ROKU!!!!!!! PS. Obudziłem się rano. Wszyscy byli strasznie podekscytowani. Rodzina, z którą mieszkałem powiedziała mi, że to specjalny dzień. Jutro Wigilia, więc trzeba się przygotować. Koło południa pan Jarek przyniósł jakąś rybę. Żywą!!! Po napełnieniu wanny zimną wodą, ryba, którą nazywają tu karpiem, znalazła tam swój dom. Dzieci chodziły do łazienki, żeby przywitać się z karpiem. Nadały mu nawet imię – “Szczęściarz”. Myślałem, że to taka lokalna tradycja, że co roku kupuje się rybę. Nie wiedziałem co prawda ile taka ryba żyje i gdzie się ją trzyma po świętach, ale to akurat nie zaprzątało zbyt długo moich myśli. Grunt, że przybył nam nowy domownik. Ok. godziny 15 rozpoczęło się gotowanie. Nauczyłem się lepić uszka. Wylizywanie garnków to chyba narodowy sport Polaków. Jakże się zdziwiłem, gdy pani Ania powiedziała: “Dawać mi tu karpia”. Więc i on ma tu być? Może to taki talizman na szczęście? Pan Jarek wziął tłuczek do mięsa oraz nóż i poszedł po Szcześciarza. Poszedłem za nim. Ledwie wszedłem do łazienki moim oczom ukazał się następujący widok: Szczęściarz leżał, a raczej rzucał się, na podłodze, a pan Jarek uderzał go regularnie w głowę. Krew bryzgała coraz bardziej. Uderzenia nie były zbyt silne, bo “nie można zniszczyć kafelek”. W końcu Szczęściarz przestał “wierzgać” i ku uciesze całej rodziny można było zacząć przyrządzanie karpia. Szczęściarz z niego… Czy tylko oni mają obyczaje, które mogą szokować?

  2. boliwia napisał(a):

    he he he he Adas, super komentarz, uderzyles w samo sedno. dzieki! i…wesolych swiat!!!:P

  3. klaudia napisał(a):

    Ojeju:)

Zostaw komentarz