platforma blogowa portalu echo dnia

To już rok!

Od powrotu z Boliwii minął rok. To bardzo intensywny czas w którym każde z nas zrealizowało wiele planów.

Dostajemy wiele maili z pytaniami o możliwości wyjazdu na Wolontariatu Europejski. Opracowaliśmy broszurę, która na pewno rozwieje wieje wątpliwości – zobaczcie sami TUTAJ.

Zapraszamy także na strony www.mlodziez.org.pl www.eurodesk.pl oraz www.trampolina.org.pl

Spotkanie z autorami blogu

Chcielibyśmy zaprosić na spotkanie dotyczące naszego projektu. Pokażemy zdjęcia i pamiątki z podróży po Boliwii, opowiemy o naszych przygodach  i posłuchamy andyjskiej muzyki. Powiemy także o możliwościach wyjazdu na zagraniczne projekty.

Spotkanie odbędzie się w piątek, 25 września o godzinie 17:00 w Bibliotece Wojewódzkiej przy ulicy Sciegiennego 13.

Do zobaczenia!

Spotkajmy się!


We wrześniu zorganizujemy spotkanie z autorami bloga. Będzie prezentacja zdjęć, muzyki i przedmiotów przywiezionych z Boliwii.

Podobne spotkania możemy zorganizować w szkołach, klubach osiedlowych czy innych organizacjach. Spotkania możemy przeprowadzić na terenie całego województwa, oczywiście bezpłatnie.

Jeżeli chcieliby Państwo zaprosić nas do siebie na spotkanie prosimy o kontakt z Michałem pod numerem telefonu 665 08 30 79.

Do zobaczenia!

Teraz TWOJA kolej!

Dziękujemy bardzo wszystkim, którzy śledzili naszego bloga. Dziękujemy za wszystkie uwagi i komentarze. Wróciliśmy już z Boliwii. Zadowoleni, spełnieni, pełni planów na przyszłość, przygotowujący się do powrotu na studia. A Ty? Teraz Twoja kolej na taki wyjazd!

Jak to zrobić? Wiemy, że na początku większość z nas nie wierzy, że może dostać stypendium czy pieniądze na jakiś projekt. Wielu brakuje odwagi na wyjazd,  boimy się wystąpić przed szereg i zrobić coś innego niż większość naszych znajomych. Ale… naprawdę warto! Nauka języka, pomoc, przygoda, poznanie świata, nowe doświadczenia. Argumenty można by wyliczać w nieskończoność.

Wszystkie informacje dotyczące wolontariatów można znaleźć w Internecie. Polecamy najciekawsze kompendium informacji to wydany przez Eurodesk poradnik,,Altruista w akcji”. Znajdziesz go pod adresem: http://eurodesk.pl/index2.php?go=publikacja&id=

Koniecznie zajrzyj też na www.mlodziez.org.pl i angielskojęzyczną stroną o wolontariacie jest www.idealist.org

Jeżeli nie masz czasu na wyjazd zastanów się nad wolontariatem w Polsce. W Polsce są setki organizacji i tysiące ludzi potrzebują naszej pomocy. Lubisz bawić się z dziećmi? A może pracować na komputerze? Twoje umiejętności na pewno przydadzą się wielu.

Aby dowiedzieć się więcej wejdź na strony:

www.ngo.pl

www.wolontariat.org.pl

Polska cały czas boryka się z wieloma problemami, jednym z największych jest małe zaangażowanie w życie społeczne. Pracując jako wolontariusze, nie tylko pomagamy jakiejś organizacji, czy konkretnym osobom, ale także dajemy dobry przykład, że warto to robić.

Niedługo otworzymy własną stronę z pomocnymi informacjami. Zapraszamy też na wystawę zdjęć i spotkania z autorami bloga we wrześniu. Szczegółowe informacje znajdą się Echu. Zapraszamy też do czytania nowe bloga Michała, który już wkrótce pojawi się na stronie Echa Dnia.

Pozdrawiamy serdecznie!

Aneta Popiel i Michał Braun

Podsumowania…

Minęło 9 miesięcy odkąd wylądowaliśmy na lotniska w Cochabambie i… czas wrócić do Polski. Postaram się w kilku słowach podsumować wyjazd i projekt.

Pamiętacie jak było? Najpierw praca w więzieniu, potem problemy z projektem, walka z naszą organizacją, a następnie rozpoczę ciewłasnego projektu. Zajęcia na uniwersytecie okazało się sukcesem, dała nam okazję do pracy nad samym tematem praw człowieka i przywództwa, zmusiła do podszkolenia hiszpańskiego. Dzięki zajęciom zdobyliśmy mnóstwo wspaniałych znajomych i przyjaciół.

Nie zawsze było łatwo, nie zawsze czuliśmy się, ze wszystko idzie z godnie z planem, ale jestem zadowolony z efektu końcowego. Udało się osiągnąć najważniejsze założenia projektu. Postanowiliśmy na własną inicjatywę i nie rozczarowaliśmy się.

Była czas pracy, ale też czas podróży- Salar, Titicaca, Machu Picchu… przepiękne i niezapomniane miejsca.

Praca i podróże to nie wszystko- był też czas odpoczynku i zabawy. Niezliczone godziny spędzone na tańcu z naszymi znajomymi Boliwijczykami i Brazylijczykami. Wieczory spędzone w kawiarniach, barach, restauracjach i kinach.

Boliwia to przepiękny czas, a wolontariat to idealny sposób, na to by ją poznać. Ludzie, natura, zwyczaje.

Szacunek i miłość do ojczyzny to rzeczy, których możemy się od Boliwijczyków uczyć. Znajomość tradycji to kolejna z nich. Na zawsze pozostaną mi w pamięci te ogromne grupy studentów, które co noc uczą się tradycyjnych tańców.

Będę tęsknił za ludźmi, za jedzeniem, za ciągłym słońce. Będę  tęsknił za ruchliwymi ulicami, za straganami, za pełnymi kolorów i zapachów bazarami. Będę tęsknił za Andami i wreszcie za poznanymi w Boliwii ludźmi.

Wszystko to napełnia mnie pewnym smutkiem i nostalgią, ale również poczuciem spełniania wielkiego marzenia i dumą. Równolegle bardzo cieszę, się, że jestem już w domu. Polska to naprawdę piękny kraj… wszystko takie znajome, ale jednak takie nowe. Wszystko przypomina mi czas szkoły, studiów. Spotykam się z rodzicami, znajomymi, przyjaciółmi. Po niezwykle ciekawym roku w Boliwii czeka mnie niesamowity rok w Polsce. Czas skończyć
studia, napisać pracę magisterką i zacząć pracować.

O Boliwii można by pisać jeszcze tak dużo…, ale może teraz Twoja kolej, żeby tam pojechać?

Na koniec tego wpisu zapraszam do posłuchania kilku tradycyjnych piosenek i obejrzenia ciekawych teledysków!

Moja ulubiona piosenka Los Kjarkas, na teledysku widzimy Andy i prawdziwe stroje używane w regionie Potosi.

Kolejna piosenka tego pochodzącego z Cochabamby zespołu. Bardzo popularna w Boliwii, tym razem akcja dzieje się w Santa Cruz, na ziemiach położonych nisko, na wschodzie kraju.

YouTube Preview Image

A teraz Passion Andina, popularny, młody zespół.

YouTube Preview Image

Cuanto Cuestas Cuanto Vales- tradycyjna piosenka w wydaniu ,,sexy”, możemy zobaczyć tu tradycyjne stroje używane do tańców.

YouTube Preview Image

YouTube Preview Image

Na koniec dwa utwory na charango wykonane przez Alfredo Coca, najsłynniejszego Boliwijskiego charangistę.

YouTube Preview Image

YouTube Preview Image

Ostatni dzień w Cochy i podróż


Obudziłem się już w moim (Warszawskim) łóżku (studiuję w Warszawie)… Nie mogę w to uwierzyć. Tak po prostu, nagle jestem już w Polsce, piję te samą herbatę, co przez tyle lat, znowu jem kanapkę z serem żółtym i majonezem…

Ostatni dzień w Cochabambie minął bardzo szybko. Rano spotkałem się na szybkie śniadanko w mojej ulubionej kawiarni i poszliśmy na zakupy na La Canchie. Karla zaprowadziła mnie do najbardziej Boliwijskiej części gdzie kupiłem dużo pamiątek- prawdziwych przedmiotów używanych na wsiach. Poszliśmy też na uliczki gdzie sprzedaje się przedmioty związane z religiami Andów i magią. Zapatrzony w rozmaitość tego co jest na półkach przeszedłem przez te uczliczki kilka razy. Tam można kupić wszystko potrzebne do odprawiania czarów, martwe ptaki, nawet flaminga, płody lam, koni. Na półkach stoją eliksyry szczęścia, życia, miłości. Można kupić amulety, zioła. Wszędzie widać synkretyzm- jak kupiłem koę (ofiara dla matki ziemi) na miłość- mam spalić zawartość torebki i w tym czasie trzy razy pomodlić się do Świętej Eleny. W zaułkach siedzą wróżki.

Pakowanie rzeczy, pożegnania ze znajomymi. Wieczorem autokar do La Paz. Bałem się nieco, że nie zabiorę wszystkiego, ale się udało. Duży plecak, mały pleca, komputer (torba z komputerem wypchana książkami) i charango. Samolot La Paz- Santa Cruz- Sao Paulo. W Brazylii miałem kilka godzin, spotkałem księdza z Polski pracującego w misjach jezuickich. Bardzo ciekawa rozmowa.

W samolocie Sao Paolo czekała mnie miła niespodzianka. Wsiadam do samolotu, startujemy- w telewizorach zaczynają się wiadomości- pierwsza wiadomość, długi reportaż, na temat Buzka i jego nowe pozycji jako przewodniczącego parlamentu europejskiego. Obejrzenie takiego reportażu, pełnego dobrych słów o nim i o Polsce dało mi poczucie pewnej dumy i jeszcze większej ciekawości jak to będzie po przyjeździe.

Sącząc dżin z tonikiem, oglądając filmy i rozmyślając leciałem do Europy. Szczęśliwy, że się udało. Udało się, zrealizować wielkie marzenia o Wolontariacie Europejskim, udało się bezpiecznie wrócić do domu, udało się nauczyć hiszpańskiego.

Kto tu wogóle przyjeżdża?


Pisaliśmy o Boliwii, o wyprawach, projekcie. Pisaliśmy o Boliwijczykach… ale w sumie bardzo mało było naszym życiu codziennym i tym z kim mieszkamy!

Przez dom na ulicy Bolivar, w którym mieszkaliśmy przez 7 miesiąc, przewinęło się bardzo wiele osób. Ludzie przyjeżdżają tu głównie ze Stanów Zjednoczonych w różnych celach, z różnymi projektami. Nie będę pisał o wszystkich, ale opiszę kilka najciekawszych osób.

Większość wolontariuszy przyjeżdża na nie dłużej niż 2-3 miesiące. Wielu z nich to studenci, którzy przyjeżdżają tu na wakacje. Większość wolontariuszy sama płaci za swój pobyt- część z nich podróżuje po Ameryce Południowej i chce się zatrzymać na dłużej w Boliwii. Wolontariusze, przyjeżdżający na kilka tygodni zwykle pracują z dziećmi- to praca, do której niewymagane są praktycznie żadne kwalifikacje i co ważniejsze dla wielu, praktycznie żadna znajomość języka. Zadania takich osób ograniczają się głównie do zabawy z dziećmi i organizowaniem im pracy. Mimo iż, nie wymagają wielkich kwalifikacji, taka praca jest ważna- tak bardzo wiele dzieci pracuje na ulicach, uzależnia się od kleju.

Teraz mamy też kilka osób, które przyjechały tu na program badawczy ze swojego uniwersytetu. Przykładem są Phil i Allison- oboje, oboje przyjechali z USA z pomocą finansową swoich uniwersytetów. Phil zajmuje się porównaniem nowej konstytucji do standardów międzynarodowych, a Allison chciała zająć się reformami polityki edukacyjnej w Boliwii (co szybko okazało się niemożliwe ze względów na zbyt słabą znajomość języka).

W okresie styczeń-maj, było tu trochę starszych od nas osób, około 30tki. Mieliśmy na przykład parę autorów książek do angielskiego. Hall i Carey, podróżują po całym świecie, pracując przez Internet. W Boliwii pracowali przy instalacji systemów pieców słonecznych.

Bardzo ciekawe obserwować jest jak bardzo zmienia się atmosfera w domu zależnie od jego mieszkańców. Był czas, kiedy zawsze ktoś siedział przed telewizorem oglądając CNN, był taki, kiedy bardzo wiele osób spędzało czas ucząc się hiszpańskiego. Teraz na przykład, co poniedziałek ktoś gotuje,,obiad rodzinny”, a co środę wychodziły zjeść na mieście. Mieliśmy wolontariuszy, którzy zarabiają w swoich krajach kelnerką, a także studentów Cambridge i Oxfordu.

Tak jak wiele szkół ma swojego legendarnego ,,zakręconego” profesora i nasza organizacja ma swoje ,,dziwaka”. W drugim domu mieszka między innymi Gary- 60letni hipis (z nieodłącznym kapeluszem), który zawsze opowiada o swoje byłem dwadzieścia lat młodszej żonie, własnych filozofiach i słynie z pieczenia ciastek z marihuaną, która daje tylko wybranym osobom, (w których gronie nie znaleźliśmy się… szczęśliwie dla nas, bo z tego co doświadczyli inni to naprawdę ciężki wypiek).

Jutro wsiadam w samolot do Polski.. z stamtąd już napiszę podsumowania…

Wyjeżdżam z ciężkim sercem, wiem, że będę bardzo tęsknić za Boliwią i przyjaciółmi tu poznanymi.

Z wolontariuszami i znajomymi Boliwijczykami:

3064_182965805396_693830396_6440541_7024963_n

bigbbc3

p5310269

bigbbc8

Ostatnia wizyta w dżungli


Do powrotu do Polski zostało tylko kilka dni. Za tydzień, będę już spokojnie wcinał pierogi i tęsknił za Boliwią:)

Ostatnie dni spędzam na spotkaniach ze znajomymi, wyjściach na siłownie, uczeniu się gry na charango i jeszcze raz spotkaniach ze znajomymi.

Postanowiłem przed wyjazdem pojechać jeszcze raz do Villa Tunari w Chapare- regionu tropikalnego (tak… to tam, gdzie ukradli nam aparat). Pojechałem z samego rano. Mimo iż, wioska jest tylko 3 godziny drogi klimat jest naprawdę tropikalny i zupełnie inna pogoda. Cały dzień lało. Najpierw zjadłem małe śniadanie ma markecie (moje ulubione- kawa z mlekiem i empanada- słonawe ciasteczko z serem w środku) i co prawda kawa smakowała trochę jak płyn do mycia to było dobre.  Zdecydowałem się odwiedzić park La Jungla, położony 10 km w głąb jungli park rozrywki. Na całość składa się tylko kilka huśtawek, ale zabawa była przednia. Najwyższa huśtawka jest zawieszona na prawdę wysoko i najpierw trzeba się wdrapać a 18 metrów, i skoczyć w dół:) Brak zaufania do Boliwijskiej jakości zabezpieczeń dodał dużo adrenaliny

Mimo, że droga jest niezła, trafiają się momenty, gdzie asfalt jest zniszczony przez wodę.

img_1151

W junglii:

img_1119

img_1144

img_1131

img_1145

img_1107

Wchodzisz na 18 metrów po drewnianej, rozmokniętej konstrukcji i skaczesz na huśtawce. Świetna zabawa! (na zdjęciu przewodniczka)

img_1113

Niesamowite jak nagle zmienia się klimat. Wracając przed 2 godziny jedzie się przez tereny takie jak na pierwszym zdjęciu, a potem dosłownie nagle…

img_1126

widok zmienia się na taki:

img_1157

W piątek miałem iść na koncert Daddy Yankee wielkiej gwiazdy regetonu z Puertorico (kojarzycie piosenkę Gasolina?). Impreza została odwołana przez świńską grypę, zostały też zamknięte szkoły i uniwerki (2 tygodnie wakacjami) a także kino. W Santa Cruz, gdzie zarejestrowano najwięcej przypadków grypy, na 15 dni zostały też zamknięte bary, restauracje i odwołane wszystkie masowe imprezy. Liczba zarażonych A H1/N1 w Boliwii sięga 300…

Kult białych

Ten wpis napisałem już kilka tygodni temu, ale nie miałem okazji go opublikować.

W wielu krajach Ameryki Południowej, ale także Azji panuje swoisty kult białych ludzi. Pisałem już o kobietach, ale można zrozumieć to, że inne wydaje się bardziej atrakcyjne (u nas przecież za ideały piękności uważa się Beyonce czy J.Lo). Nie bardzo jednak potrafię wyobrazić sobie życie z przekonaniem, że na świecie jest tak miliony ludzi, którzy dzięki kolorowi skóry są lepsi, czy nawet bliżsi Bogu.

Nie mówię o wszystkich, bo w Boliwii coraz więcej ludzi otwarcie przyznaje się do wierzeń w religie Andów, jednak coraz więcej zwolenników także zyskują religie takie jak Mormoni. Ostatnio, na zajęciach na uniwersytecie jeden z naszych studentów przygotował prezentacje o kościele Mormonów. Uderzyło mnie zestawienie tej religii z rzeczywistością Boliwijską. Samo wierzenie w to, że Bóg wybrał Amerykanina (z Ameryki Północnej) Josepha Smitha na proroka, które może być kwestionowane lub nie, uderzyło mnie jednak coś innego: Jezus przyszedł do Ameryki Południowej- piękna idea, ale.. Popatrzcie na ten rysunek:

jezus-inkowie

Co tu nie pasuje? Cała religia Chrześcijańska opiera się na wierzeniu, że Bóg zesłał na ziemię swojego Syna- Jezusa. Cały pomysł polegał na tym, żeby ten ów Jezus narodził się z kobiety i był taki jak wszyscy otaczający go ludzie. Chrystus był więc Żydem, nauczał innych Żydów i przybyszy z innych krain- ludzi takich jak on. Założenie, że Jezus przyszedł do Inków jako biały człowiek, jak dla mnie jest zupełnym zaprzeczeniem idei przyjścia Syna Człowieczego na ziemię. Legenda o przybyciu białego człowiek z brodą, która znana była w imperium inków (Indianie nie maja bród, ani włosów na rękach, oraz mają ciemną skórę) przyczyniła się podobno do upadku imperium,  a teraz pogłębia podziały i powoduje, że biali wydają się bardziej podobni do samego Boga.

W kościele Mormonów mamy 12 apostołów. 12 białych mężczyzn.

apostolowie-inkowie1

To bardzo ciekawe, że ta religia odnosi w Boliwii takie sukcesy. Wielu tłumaczy to w jeden sposób- pieniądze (pomoc dla wiernych), bardzo ważne jednak jest to, że głosi przyjście Jezusa także na ten kontynent. Kult białych ludzi jaki za sobą niesie jest dla mnie jednak zaskakujący! To także bardzo smutne…

Z perspektywy Boliwii, a także pamiętając ludzi w Indiach, wierzących, że biali to aniołowie widzę, jeszcze wyraźniej widzę jak europocentryczne są nasze poglądy.

temple

W Cochabambie jest najważniejsza w kraju świątynia Mormonów.

Dzień Niepodległości, Dzień Świnki Morskiej

img_1088malyWeekend po powrocie upłyną bardzo przyjemnie. Większość wolontariuszy to ludzi z USA, więc cała organizacja świętowała 4 lipca- Dzień Niepodległości. Były hot- dogi, sałatka z ziemniaków, fajerwerki. W nocy poszliśmy się bawić w jednej z dyskotek (mojej ulubionej – Secret, gdzie jest zawsze cały zestaw muzyki latynoskiej- od regeetonu, przez cumbie i bachaty po salsy).

Mimo, iż Dzień Niepodległości był ciekawy to naprawdę świetnie się bawiłem na dniu świnki morskiej (a także kaczki i chichy). Te zwierzaki oczywiście w roli dania głównego. Pojechałem z dwoma wolontariuszami i Karlą do Tolaty,
miasta nieopodal Cochabamby. Już o 11 rano można było zjeść pyszną świnkę morską, choć tutaj nazywają to danie conejo Cuy, a więc królikiem. Po posiłku popijanym chicha moradą- lokalnym alkoholu robionego z czerwonej kukurydzy fermentującej z cukrem poszliśmy oglądać koncert lokalnej grupy muzycznej.

Przygoda dopiero się zaczęło, bo pewien mężczyzna zaczął z nami rozmowę i zaprosił do siebie do domu. Było bardzo przyjemnie, opowiadał o mieście i o swojej pracy w Stanach Zjednoczonych (w stanie Wirginia pracuje bardzo wielu

Boliwijczyków). Po godzinie zaprosił nas do swojej restauracji na kaczkę. Każde z nas dostało pół pieczonego ptaka. Danie było wyśmienite! Do wieczora tańczyliśmy do lokalnych rytmów (nawet wygraliśmy konkurs tańca,
za co zostaliśmy nagrodzeni kilkoma puszkami Taquinii, lokalnego piwa), poznając ludzi i pijąc z nimi chichę (to tradycja- chichę serwuje się w wiaderku, takim plastikowym jak na śmieci i pije z jednej kubka, a raczej skorupki)

Zapasów chichy było dużo.. (ale to bardzo słaby napój, wiele słabszy od piwa)

img_1058maly

Miasteczko miało najdziwniejszy rynek jaki widziałem.

img_1072

img_1081

Wieczorem wystąpiły grupy w stylu naszych Zakopower. Świetna zabawa!

img_1102